Panegiryk o „Leśnej Rybie”, Polesiu, Rajdzie i jego dzielnych Komandorach
Jak losu toczą się koleje tak Rajd za Rajdem też się toczy
więc minął rychło rok okrągły gdy Lublin spełnił sen proroczy
początki były deprymujące lało jak z cebra i brak był słońca
powiecie przecież co w tym dziwnego nie ma bez deszczu rajdu dobrego
tak też zaczęło się tym razem, zmoczeni leśnym krajobrazem
kolację zjedli, zaśpiewali, łóżek dosiedli smacznie zaspali
by wypoczęci ruszać w zabytki czasem za cenne biletów kwitki
a więc muzeum, piękne kaplice, archikatedra i panorama
Brama Krakowska, ale nie sama bo w otoczeniu sióstr kamienicznych
zabytków wiele jest tu rozlicznych można zobaczyć też obcych gości
z Wilna, Dublina i Filadelfii i zrobić sobie z nimi selfie
a potem cofnąć się o wiek cały czołem stukając się o powały
i wsi skansenu chłonąć uroki efekt zwiedzania mnoży kroki
historia zawsze kołem się toczy więc do Kozłówki co koń wyskoczy
spieszyliśmy się dnia następnego, zapytasz po co?, zwiedzać kolego!
a tam bogatych zbiorów kolekcje czas więc zaliczyć historii lekcje
dla odprężenia trochę przyrody wykład o żółwiach, które od wody
wolą w bagiennym mieszkać klimacie tu się wyprawa kończy na chacie
lub Leśnej Rybie, na kolacji gdzie nie zabrakło w menu atrakcji
a wszystko dziełem jest Komandorów, którzy nie szczędząc sił oraz kasy
przygotowali nam te frykasy i zapewnili tyle radości
dla wszystkich Gościń i wszystkich Gości, bijemy Sławku i Jarku BRAWO
na Waszym Rajdzie było klawo, życząc wszystkiego najlepszego
czekamy rajdu następnego, ale najpierw jeszcze POST SCRIPTUM
cichy bohater to Zarząd Krajowy, który do rajdu wniósł wkład finansowy
jednym z filarów Jego jest Gieniu od polityki związku (i nie tylko) Szpeniu